KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Czwartek, 2 lutego, 2023   I   10:44:18 AM EST   I   Kornela, Marii, Mirosławy
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Współczucie wobec uciśnionych

08 września, 2007

Współczucie wobec uciśnionych

Lepper nigdy nie miał w Polsce dobrej prasy. Nikt go nie lubił, kpiono z niego na potęgę, ale ten polski chłop ma twardą skórę. Na nikogo się nie obrażał, wręcz przeciwnie, to on obrażał.

Ufryzowany, opalony w soluksach, w ubraniach od Armaniego, w butach od Prady, w wystudiowanych u specjalistów od wizerunku pozach. Obyty w eurosalonach brukselskich w niczym nie przypominał tego watażki, który jeszcze kilkanaście lat temu wyrzucał ziarno na tory i na taczkach woził ludzi, których nie lubił. Jarosław natomiast, aby uzyskać sejmową większość po wyborach sprzed dwóch lat, musiał wejść w fatalny alians z tym wiejskim osiłkiem. Nie inaczej z Giertychem juniorem. Ten niezdarny politycznie adwokat, mający o sobie wielkie mniemanie i niewyparzony język kiedy forsuje swoje plany, także zyskał przychylność premiera, kiedy temu nie udało się przekonać platformersów do wspólnych rządów. I ta lepperowsko-giertychowska koalicja nie zdała egzaminu. Bo zdać nie mogła.

Stała się szyderstwem dla opozycji, wypominano Jarosławowi ten układ, oskarżano rząd o nieudaczność, o schlebianie prymitywom, o głupie zarządzanie i polityczną mierność. Obaj koalicjanci byli zadziorni, pewni siebie, nieudaczni polityczne i dłużej nie sposób było ich tolerować

Tak było. A kiedy premier odsunął ich od rządzenia i zerwał z nimi polityczne kontakty, tak Giertych jak i Lepper stali się w jednej chwili pupilami opozycji. Która wcześniej z nich kpiła, traktowała jak pomiotła, nie zostawiając na nich suchej nitki. Mało tego, zaczęli o nich zabiegać komuniści. Platforma nagle zauważyła ich polityczne zdolności i łaskawym okiem spojrzała na ich niedolę. Uciśnionym należało okazać współczucie, należało jednocześnie wzmóc ataki na rządzących i ująć się za pokrzywdzonymi. A oni poczuwszy wiatr w żaglach, postanowili ze swojej krzywdy uczynić oręż przeciwko niedawnemu szefowi. Giertych skumał się z Kaczmarkiem, wspólnie uknuli plan obalenia rządu. Zapowiadane przez Kaczmarka porażające dowody, jakie rzekomo ma przeciwko Kaczyńskim, okazały się humbugiem i nic nie wartymi głupotami. Kaczmarek tłumaczy się tajemnicą państwową, z której musi być zwolniony, aby mógł ujawnić tzw. całą prawdę.

Lepper z kolei toczy wojnę z Ziobrą, na razie na słowa, ale watażce zaczynają puszczać nerwy. Nie ma dziś wątpliwości, że ten prostacki polityk z bożej łaski, ma tak zaszarganą reputację, że już się z tego nie wymiga. Ziobro z kolei, który twierdzi, udowodnił, że ma niezbite dowody przeciwko liderowi Samoobrony, ma teraz wszelkie szanse, aby pozbawić niedawnego wicepremiera jego politycznych wpływów. I uczynić go nikim. Lepperowi także wymyka się z rąk przewodnictwo własnej partii, zawęża się grono współpracowników, zostają jedynie działacze tej miary co Maksymiuk, Begier i Hojarska. Ludzie lepperowego chowu i pokroju.

A swoją drogą, wyjątkowo obrzydliwa stała się sytuacja polityczna w kraju. Rząd nie może spokojnie pracować, nękany codziennymi aferami politycznymi i społecznymi (pielęgniarki zapowiadają powrót na namiotowy biwak pod Radą Ministrów), zmuszony jest zajmować się plotkarskimi aferami prosto z magla. Inna sprawa, że Jarosław Kaczyński, podobnie zresztą jak i jego brat, nie mają szczczęścia do bliskich współpracowników, dowodem tego nie tylko Lepper czy Giertrych, bo oni byli moralnie i politycznie przewidywalni, ale przede wszystkim Kaczmarek. Ten okazał się człowiekiem dawnego układu, członkiem PZPR, przynależność do której zataił, początkującym politrukiem w ludowym wojsku przed 1989 rokiem i moralną miernotą. Nasuwa się pytanie, w jaki sposób ktoś taki mógł sprawować tak ważną funkcję w państwie jak ministrowanie sprawami wewnętrznymi. Mieć dostęp do najważniejszych tajemnic i dokumentów, co czyniło go czwartym politykiem w kraju. Można by zapytać o wiarygodność i profesjonalność służb specjalnych, bo to one przeglądają akta ludzi wchodzących na najważniejsze stanowiska w państwie.

A opozycja nie tylko się cieszy z takiego obrotu sprawy, ale zaognia także międzynarodową politykę państwa. Kiedy ziomkostwa niemieckie coraz bezczelniej domagają się zwrotu rzekomo zagarniętych przez Polskę niemieckich dóbr kultury, Platforma przestrzega rząd przed zbyt agresywną - ich zdaniem - polityką Polski wobec Niemiec. Opowiada się za ustępstwami, jakby nie widząc celów, jakie Niemcom przyświecają. Oni po prostu wykorzystują trudną sytuację wewnętrzną Polski i przychylność opozycji wobec niemieckiej polityki i chcą w ten sposób zyskać zaufanie i wiarygodność u swoich swoich europejskich partnerów.

Polskie sądy oddają niemieckie domy na Warmii i Mazurach, na Dolnym Śląsku dawnym niemieckim właścicielom, choć ci przed laty opuszczając nasz kraj oficjalnie rezygnowali ze swoich praw do tych nieruchomości. Coś niedobrego dzieje się w Polsce...

(sk)