KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Poniedziałek, 6 lutego, 2023   I   03:23:05 PM EST   I   Amandy, Bogdana, Doroty
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Wbijanie noża w plecy

01 września, 2007

Wbijanie noża w plecy

W Jersey City, w stanie New Jersey stoi pomnik katyński. Wyobraża on polskiego żołnierza, w którego plecy wbity jest bagnet. Można zapytać, co wspólnego ma zbrodnia katyńska ze słaniającym się żołnierzem. Można postawić pytanie, dlaczego rzeźbiarz - Andrzej Pityński - zbrodnię sowieckiego ludobójstwa idącą w dziesiątki tysięcy polskich ofiar, zilustrował symbolem żołnierza, który przebity bagnetem za chwilę padnie martwy.

Odpowiedź jest prosta. To właśnie bagnet wbity w polskie plecy w dniu 17 września 1939 roku przez najazd sowiecki na wschodnie granice Rzeczypospolitej doprowadził do Katynia. Doprowadził miliony Polaków do śmierci męczeńskiej w lasach Syberii, w gułagach Workuty w stepach Kazachstanu, w okopach Stalingradu i w milionach miejsc na nieludzkiej ziemi, gdzie rozsiane są szeroko bezimienne polskie groby.

Stalin lubował się we wbijaniu bagnetu w polskie plecy. Po raz drugi z pełną premedytacją, przy otwartej na całą Europę kurtynie wbił go, powstrzymując zmierzające ku Warszawie armie sowieckie. Przez dwa długie miesiące armia czerwona koczowała nad brzegiem Wisły, czekając na wykrwawienie się Powstania Warszawskiego. Na dwa miesiące odżył pakt Ribbentrop – Mołotow. Stalin nie zamierzał „wyzwalać” Warszawy. Stalin zdecydował się na zajęcie stolicy w chwili, gdy nie będzie już miał problemów z Polakami broniącymi swego miasta – symbolu przed sowiecką administracją, przed sowieckim podbojem. 

System komunistyczny nigdy nie rozliczył się ze swych zbrodni. Nigdy nie zostały one przed światem w pełni ujawnione i osądzone. Faszyzm miał swoją Norymbergę. Komunizm cały czas na nią czeka, ale małe są szanse na to, że się doczeka. Tym mniejsze, że są takie kraje na świecie, gdzie jest on cały czas oficjalną doktryną państwową. Choćby w Chinach, Korei Północnej czy na Kubie. Co jeszcze gorsze, zdecydowana większość państw demokratycznych zezwala na legalne istnienie partii komunistycznych, nie traktując poważnie zagrożeń jakie niosą. Odmawia się prawa do istnienia partiom spod znaku czarnej swastyki uznając równocześnie, że komunizm mieści się w ramach prawa.

W Lizbonie w roku 2006 odbył się zjazd partii komunistycznych. Zjechały na niego delegacje z 63 krajów świata. Zapewne tych delegacji byłoby trochę więcej gdyby nie to, że towarzysze z krajów Europy Wschodniej, które wyrwały się z komunistycznego jarzma, nie afiszują się dzisiaj z tym kompletnie skompromitowanym terminem. Unikają  jak diabeł święconej wody takich wyrazów jak komunizm, komunista, a nawet odżegnują się od socjalizmu. Obrażają się nawet za nazwanie ich postkomunistami. Zamiast tego mamy „lewicę”, która „zawsze jest postępowa” i przeciwstawiana „ciemnogrodowi”, czyli wszystkiemu temu co tradycyjne, konserwatywne, narodowe, patriotyczne i związane z wartościami chrześcijańskimi. Mamy także farbowanych socjaldemokratów, wśród nich i takich, którzy mają jeszcze krew na rękach. Siły europejskiej, a nawet światowej lewicy od lat dominują w mediach. Nie dopuszczają prawdy o komuniźmie, karmiąc nas nieustannie zbrodniami faszyzmu. W dodatku świadomie fałszują historię, bardzo chętnie cudze zbrodnie przypisując Polakom...

Trudno porównywać zbrodnie faszyzmu i komunizmu choćby dlatego, że każde życie ludzkie ma ogromną wartość. Faszyzm trwał od roku 1933 do 1945 i pociągnął za sobą hekatombę ofiar. Można co prawda mówić o późniejszych reżimach „faszyzujących”, które pojawiały się tu i ówdzie na świecie, ale w żadnym wymiarze nie da się ich porównać z faszyzmem niemieckim.
Tymczasem szaleństwo komunistyczne, które w listopadzie 1918 roku ogarnęło Rosję, przez kolejne lata podbijało świat, wszędzie bez wyjątków przelewając morze krwi. Sowieckie obozy pracy były w równym stopniu obozami śmierci co obozy niemieckie. Z tym, że pierwsze z nich pojawiły się w latach dwudziestych, a oficjalnie przestały istnieć po roku 1956. Wiadomo jednak, że sowieckie dane oficjalne wcale nie oznaczają, że są one prawdziwe. Tak naprawdę sowieckie obozy koncentracyjne, obozy katorżniczej pracy do dzisiaj istnieją na terenie Rosji, z tym, że zamiast narodów podbitych pracują w nich więźniowie (w tym polityczni), „czeczeńscy terroryści”, bezdomni i wszyscy ci, których Moskwa chce ukryć z dala od swych oficjalnych wizytówek jakimi są odwiedzane przez turystów rosyjskie miasta.

Sytuacja w Polsce nie odbiega od normy światowej. Z tym wyjątkiem, że słowo „komunistyczny” zostało skompromitowane. Komuniści sprytnie po roku 1989 przefarbowali się na demokratów i utworzyli dwie partie. Pierwsza z nich grupowała tych, którzy pozostali wierni tej ideologii do końca, do roku 1989. To tacy ludzie jak m. in.: Kwaśniewski, Miller, Jaskiernia, Oleksy, Borowski, Szmajdziński. Trochę mniej eksponowane miejsca zajęli: Jaruzelski, Kiszczak, Kociołek, Rakowski i Urban.  Natomiast druga partia komunistyczna w III RP składała się z trzech kategorii. Po pierwsze z tych, którzy z przynależności komunistycznej zrezygnowali nieco wcześniej, bo przed rokiem 1989. Po drugie z tych, z których usług partia komunistyczna sama zrezygnowała. A także z tych, którzy nigdy do partii nie należeli, ale byli jej wierni psią wiernością wyznawcami. Byli szalenie cenni, bo można ich było prezentować jako bezpartyjnych, a mimo to całym sercem popierających przodujący ustrój świata.

I tutaj mamy bardzo szeroki wachlarz nazwisk. Począwszy od Kuronia, Modzelewskiego, Geremka, Kołakowskiego, Onyszkiewicza, aż po tak egzotyczne postacie jak Michnik, Tusk, Wałęsa z nieodrodnym Wachowskim czy pierwszym polskim premierem Tadeuszem Mazowieckim. To co łączy te obie kategorie czerwonych i różowych postkomunistów to zdecydowanie antypolskie nastawienie. Szczególnie wyraźnie widać to w ich wystąpieniach na forum europejskim. Sztandarowymi przykładami są tutaj Geremek, Kwaśniewski, Michnik i wszyscy do roku 2005 ministrowie spraw zagranicznych. Ci ludzie nie chcą Polski takiej jaką ukształtowała historia i zbiorowe doświadczenie narodu. Nie chcą Polski z jej tradycyjnymi wartościami. Chcą Polski europejskiej, z zalegalizowaniem praw gejowskich, z zastąpieniem podręczników historii tymi, które drukowane będą w Niemczech. Chcą Polski bijącej się w piersi za popełnione przez Niemców zbrodnie. Polski pozbawionej polityki zagranicznej. Polski zdalnie zarządzanej z Brukseli. Taka Polska zapewni im zbiorową, narodową amnezję o popełnionych przez nich łajdactwach i zaprzedawaniu naszego państwa przez pół wieku interesom sowieckiej Rosji.

Tak, taka Polska gwarantuje krótką pamięć narodu. Gwarantuje, że wymienione powyżej różowo-czerwone autorytety dysponujące pieniędzmi, międzynarodowymi kontaktami i wiernymi im mediami będą rozdawały karty. Będą dyktowały co jest słuszne, a co nie jest słuszne, zawsze chętnie wysługując się zachodniej liberalnej lewicy i starym zasłużonym towarzyszom w Moskwie.
Nie czekam na rozliczenie zbrodni komunizmu przed jakimś międzynarodowym forum. Nie ma na to dzisiaj i w przewidywalnej przyszłości szans. Nie liczę nawet na osądzenie rodzimych zbrodni tych dokonywanych do roku 1989, których bezpośredni sprawcy i ich mocodawcy żyją dzisiaj wygodnie zajmując wysokie, a także te najwyższe stanowiska państwowe. Nie liczę też na to, że zostaną przetrącone raz na zawsze te liczne ręce w swoim lub cudzym imieniu wbijające bagnet w polskie plecy.

Jedyne na co mogę liczyć, to głos polskich wyborców, którzy powoli, ale systematycznie po każdym dojściu do władzy czerwonej zarazy, uczą się swojej historii. Uczą się sami na swoich błędach. Uczą się wbrew zaleceniom papierowo - telewizyjnych autorytetów. Uczą się odróżniać prawdę od kłamstwa, ziarno od plew.

Wojciech T. Mleczko