KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Sobota, 13 kwietnia, 2024   I   05:20:21 AM EST   I   Artemona, Justyny, Przemysławy
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Śmierć to żołnierska rzecz?

17 sierpnia, 2007

Stało się to, co było nieuniknione: pierwszy polski żołnierz zginął w Afganistanie. Podporucznik Łukasz Kurowski z 10 Brygady Kawalerii Pancernej im. generała broni Stanisława Maczka poległ w regularnej walce z talibami, którzy z pewnością jeszcze niejeden raz zaatakują nasz kontyngent wojskowy w ich kraju.

Jak zwykle bywa przy takich tragicznych okazjach, podniosły się natychmiast głosy krytyki pod adresem prezydenta, rządu, Ministerstwa Obrony Narodowej i dowództwa Wojska Polskiego. Braci Kaczyńskich oskarżono o prowadzenie niewłaściwej polityki zagranicznej, skutkującej wysyłaniem polskich żołnierzy na obcą nam wojnę, cywilne zwierzchnictwo armii oraz generałów o złe wyposażenie naszych chłopców.
   
Nie chcę wchodzić w dyskusję nad pierwszym problemem, bo jestem nieco rozdarty wewnętrznie i nie posiadam jednoznacznego zdania w tej materii. Z jednej strony z własnej woli pchamy się w naprawdę niebezpieczne miejsca na świecie, z drugiej mamy pewne zobowiązania sojusznicze, do wypełnienia których obliguje nas staromodne, ale dla Polaków nadal bardzo ważne pojęcie honoru. Ten dylemat odżywa zwłaszcza w chwilach, kiedy dowiadujemy się o śmierci kolejnego naszego żołnierza, gdzieś daleko od granic Rzeczypospolitej.
   
Oburza mnie natomiast (tu nie mam żadnych wątpliwości) totalna krytyka  ze strony politycznej opozycji wobec sposobu przygotowania polskiej misji w wyjątkowo groźnym i niezwykle wyczulonym na punkcie swej suwerenności państwie. Oczywiście, że można było zaplanować ją lepiej, ale specyfika żołnierskiej służby zakłada przecież gotowość do  poniesienia ofiary życia i tylko ktoś skrajnie naiwny, nieodpowiedzialny lub przepełniony złą wolą mógłby oczekiwać, że akurat w Afganistanie będzie inaczej.
   
Zwyczajowe już utyskiwania na zbyt słabe opancerzenie wozów transportowych i bojowych nie znalazło uzasadnienia w tym przypadku. Zaatakowani znienacka żołnierze z konwoju wyskoczyli bowiem z pojazdów na ziemię i podjęli wymianę ognia z ukrytym wrogiem. Czy wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem pola walki, obowiązującym w polskiej armii, a w szczególności na misjach, które trudno nazwać pokojowymi lub nawet stabilizacyjnymi? O tym zdecyduje postępowanie wewnętrzne, jakie zostało już wdrożone.
   
Oficer, który poległ jako pierwszy Polak w trakcie afgańskiej misji, zginął w regularnej walce, a nie dlatego, że pancerz wozu, którym jechał, nie wytrzymał wybuchu miny. Takie już są prawa wojny, że ktoś musi zginąć, ktoś inny odnieść rany, a jeszcze komuś innemu udaje się wyjść z krwawej potyczki bez szwanku.
   
Szacunek dla śmiertelnej ofiary wymaga, aby nie doszukiwać się winy tam, gdzie jej nie ma i nie zbijać politycznego kapitału przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi na totalnej krytyce każdego posunięcia obecnej władzy. Nasi żołnierze giną bowiem w Iraku i w Afganistanie jako Polacy, uczestniczący w realizowaniu wyznaczonych im przez międzynarodową społeczność zadań, a nie jako zwolennicy bądź przeciwnicy którejkolwiek partii politycznej.

Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski