KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Środa, 24 kwietnia, 2024   I   09:30:18 PM EST   I   Bony, Horacji, Jerzego
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Polityczna nadaktywność Ziobry

16 sierpnia, 2007

Minister Sprawiedliwości - prokurator generalny RP Zbigniew Ziobro jest jednym z najjaśniej błyszczących diamentów w koronie Prawa i Sprawiedliwości. Zaufanie, jakim cieszy się u braci Kaczyńskich jest na takim samym poziomie, jak wyniki badania opinii publicznej, w których regularnie dystansuje znacznie starszych od siebie i o wiele bardziej doświadczonych polityków.

Polakom podoba się zdecydowanie Ziobry w zakresie walki zarówno ze zorganizowaną, jak drobną przestępczością, propozycje zaostrzenia przepisów kodeksu karnego, brak pobłażania dla każdego (także kolegów z koalicji rządzącej), kto łamie wysokie standardy moralne, dopuszczając się korupcji, czy nepotyzmu, nie mówiąc już o pospolitych przypadkach naruszania prawa.
   
Gwiazda PiS postrzegana jest raczej jako dobry szeryf i niezłomny zwolennik odejścia od liberalnego modelu prawa, aniżeli w kategoriach politycznych. I bardzo dobrze, bo tak właśnie większość rodaków chciałaby widzieć jego rolę. Minister sprawiedliwości powinien stać ponad partyjnymi podziałami i odznaczać się wzorową bezstronnością w swoim postępowaniu.
   
Źle się więc stało, że Ziobro dał się ostatnio kilka razy ponieść emocjom oraz otwarcie stanąć w polityczne szranki. Najpierw była nieszczęsna wypowiedź o doktorze Mirosławie G., którą można jednak usprawiedliwiać zebranym przez Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz prokuratorów dowodami winy wybitnego kardiochirurga. Ale minister poszedł "o jedno zdanie za daleko", by strawestować tytuł słynnego filmu.
   
Jeszcze gorsza wpadka przytrafiła mu się przy okazji komentowania odrzucenia przez amerykański sąd wniosku o ekstradycję Edwarda Mazura. Najwyraźniej przypomniały się czasy wielkiego i w pełni zasłużonego triumfu, jaki odniósł nad ówczesnym premierem Leszkiem Millerem podczas obrad sejmowej komisji śledczej, badającej sprawę Lwa Rywina i pozwolił sobie na pochopne rzucenie pod jego adresem oskarżenia o to, że zacierał - wraz z innymi osobami, przybyłymi na miejsce zbrodni - ślady po zabójstwie Komendanta Głównego Policji Państwowej, generała Marka Papały.
   
Takiego prezentu wytrawny i cyniczny gracz polityczny, jakim jest Miller, nie mógł zmarnować. Ogłosił natychmiast, że podaje Ziobrę do sądu o zniesławienie i obawiam się, że młodemu ministrowi trudno będzie wygrać tę sprawę, chociaż szczerze mu tego życzę. Te słowa były jednak niepotrzebne, ponieważ postawiły ulubieńca braci Kaczyńskich w tej roli, jakiej powinien on unikać jak ognia, czyli polityka, zwłaszcza że towarzyszyły im jeszcze wypowiedzi na temat odpowiedzialności przywódców Sojuszu Lewicy Demokratycznej za dopuszczenie do wyjazdu Mazura z Polski.
   
Polityczni przeciwnicy Ziobry tylko czyhają na takie jego - choćby nawet najdrobniejsze, bo zazwyczaj potrafi on zapanować nad swym językiem - potknięcia. Nagłaśniają je maksymalnie i wykorzystują do zadawania mu najtrudniejszych do odparcia przez szefa resortu sprawiedliwości zarzutów: o brak obiektywizmu i bezstronności oraz o polityczne motywacje podejmowanych działań. Idę także o zakład, że z rzadkich porażek ministra po cichu cieszą się również zazdrośni o jego sławę partyjni koledzy, którzy chętnie widzieliby obniżenie jego notowań w oczach tak braci Kaczyńskich, jak opinii publicznej.
   
Wystarczy jeszcze kilka takich spektakularnych wpadek i pozycja Ziobry w sondażach społecznego zaufania rzeczywiście zacznie się obniżać. Bo jeśli Polacy cenią go tak wysoko, to właśnie za opartą na apolitycznym sposobie kierowania podległym sobie aparatem sprawiedliwości młodzieńczą przebojowość. Kibicują mu w skomplikowanej walce, jaką wydał wielu prawniczym autorytetom, ponieważ widzą w nim nie polityka, ale człowieka, który postanowił wreszcie przywrócić logiczne proporcje w polskim wymiarze sprawiedliwości, nakazujące skutecznie ścigać i ostro karać przestępców, a litować się nad ciężką dolą ich ofiar. Imponuje im jego nieustępliwość w tropieniu przestępców, którzy zalęgli się także w chronionym dotychczas przez każdą władzę gronie biznesmenów i polityków.
   
Jeżeli zobaczą w nim jednak przede wszystkim polityka, szybko utraci sporo ze społecznej sympatii, na którą uczciwie i konsekwentnie do tej pory zapracował. A to będzie dramatyczny przełom w jego wspaniałej karierze, którą powinien budować z dala od doraźnych politycznych konfliktów. Musi więc nauczyć się powściągać język, nawet jeśli jego wypowiedzi dobrze służą macierzystemu ugrupowaniu. Także najwyżsi przełożeni z PiS mogliby mu uprzytomnić, że jego siłą i zarazem zasługą dla partii jest właśnie trzymanie się jak najdalej od politycznych burz. Od ich wywoływania i uspokajania są inni; mogą oni nawet korzystać z materiałów wypracowanych w Ministerstwie Sprawiedliwości, ale sam jego szef powinien być poza wszelkimi podejrzeniami o polityczną stronniczość.

Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski