KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Niedziela, 24 października, 2021   I   05:21:52 PM EST   I   Arety, Marty, Marcina
  1. Home
  2. >
  3. POLONIA USA
  4. >
  5. Wiadomości dla Polonii

To było 67 lat temu...

25 sierpnia, 2006

To było 67 lat temu...
25 sierpnia 1939 roku zawinął do Gdańska, rzekomo z kurtuazyjną wizytą, okręt szkolny niemieckiej marynarki wojennej Schleswig Holstein. W rzeczywistości był to dobrze uzbrojony pancernik, przygotowany do planowanej od dawna akcji wojennej...

Pierwszy był Wieluń. Niewielkie miasto w województwie łódzkim na krańcu Wyżyny Wieluńskiej. 1 września 1939 roku stało się ono celem barbarzyńskiego nalotu niemieckiego. Dziesiątki dornierów i heinklów o godzinie czwartej nad ranem zrzuciło na to nikomu nie wadzące miasto tysiące bomb. Takim miastem mogły być równie dobrze Mława, Kowel, Myślenice czy Leszno. To były pierwsze bomby i pierwsze strzały w drugiej wojnie światowej. Dopiero w godzinę później rozpętało się piekło na Westerplatte.

Nalot na Wieluń był skierowany wyraźnie przeciwko ludności cywilnej, nie stacjonowały w mieście ani w jego okolicach żadne jednostki wojskowe. Hitlerowcom chodziło jedynie o zastraszenie i wzbudzenie grozy. W czasie nalotu zginęło 1200 osób, miasto zostało zniszczone niemal w 90 procentach, śródmieście prawie w całości zrównano z ziemią. Oglądałem w wieluńskim muzeum fotografie miasta w kilka godzin po nalocie. Miasto przypominało Warszawę popowstańczą 1944 roku. Wieluń bombardowali lotnicy legionu Kondor, ci sami, którzy w roku 1937 zbombardowali hiszpańską Guernikę w czasie wojny domowej w tym kraju. Jest słynny obraz Picassa pod tym tytułem, przedstawiający w sposób typowy dla tego artysty, tragedię Guerniki. Wieluń jako pierwsze miasto w Polsce, w Europie i w świecie doświadczyło tragedii drugiej wojny. Pochłonęła ona 6 milionów ofiar.

W godzinę później, 1 września padły pociski na polską Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte. Westerplatte, to niewielki półwysep w Gdańsku u ujścia Martwej Wisły. Wokół morza niemczyzny stacjonowało tu niewiele ponad 200 żołnierzy, których zadaniem było pilnowanie tego skrawka Rzeczypospolitej przed zakusami Niemców. W razie ataku mieli się bronić kilkanaście godzin. 25 sierpnia 1939 roku zawinął do Gdańska, rzekomo z kurtuazyjną wizytą, okręt szkolny niemieckiej marynarki wojennej „Schleswig Holstein”. W rzeczywistości był to dobrze uzbrojony pancernik, przygotowany do planowanej od dawna akcji wojennej przeciwko Polsce na Westerplatte. Wczesnym świtem rozpoczął się artyleryjski ostrzał Składnicy, wkrótce do szturmu ruszyły regularne jednostki hitlerowskie. Dowódcą obrony tego skrawka Polski był major Henryk Sucharski, jego zastępcą kapitan Franciszek Dąbrowski. Bohaterska obrona polskiego Westerplatte trwała siedem dni (Westerplatte weszło w ten sposób do „Salonów Męstwa”), przeciwko garstce obrońców Niemcy rzucili wyborowe bataliony szturmowe, w tym także oddziały SS. Polskie Westerplatte atakowało przez siedem dni 3500 żołnierzy wspartych ciężkimi haubicami, nurkującymi samolotami i działami pancernika. Po kapitulacji, choć dowództwo najeźdźców okazało wojskowe honory obrońcom polskiej placówki, część polskich żołnierzy została rozstrzelana, inni zesłani do obozów. Ocalała jedynie garstka.

W 1966 roku postawiono na Westerplatte pomnik obrońców wybrzeża, w 1987 roku spotkał się w tym miejscu z westerplatczykami i młodzieżą Ojciec Święty Jan Paweł II.
Podobnie bohaterska była w tym samym czasie co bitwa na Westerplatte, obrona Poczty Polskiej w Gdańsku. I los obrońców był tu podobny.

A potem przez kilkanaście dni września broniło się Oksywie, Hel, Mława, Wizna, Modlin,  Warszawa. Stolica walczyła do 27 września. Na Lubelszczyźnie toczyły walki poszczególne zgrupowania armii „Kraków” i „Lublin”, ostatnią regularną bitwę  stoczyła pod Kockiem Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, jej dowódcą był generał Franciszek Kleeberg.  Strzelano do ostatniego naboju, wystrzelono go 5 października, kapitulując przed ogromną przewagą wroga. Część armii „Kraków” i luźne grupy żołnierzy przeszły przez Węgry do Francji.

I wreszcie ważna data w najnowszej historii Polski - 17 września 1939 roku. Haniebna, zdradziecka napaść wojsk sowieckich na Polskę. Rankiem tego dnia przekroczyli sowieci wschodnią granicę Polski niemal na całej jej długości. Zdziesiątkowane walkami z Niemcami wojsko polskie związane było działaniami odwrotowymi - jak bić się z wrogiem, który podstępnie zaatakował z drugiej strony? Niemniej niektóre oddziały polskie, pomimo wydanego rozkazu nie podejmowania walk z sowietami, walkę tę jednak podjęły. Broniło się Grodno, były bitwy pod Szackiem i Wytycznym, Kobryniem i Czortkowem. W tych walkach zginęło około 20 tysięcy polskich żołnierzy, około 250 tysięcy trafiło do sowieckiej niewoli; część z nich znalazła się w obozach w Starobielsku, Kozielsku, Ostaszkowie. Ich prawdziwy los przez całe lata był oficjalnie nieznany, sowieci skrzętnie ukrywali swoją zbrodnię - tysiące polskich żołnierzy i oficerów zostało rozstrzelanych przez NKWD.

Zajęcie polskich ziem wschodnich, to była dla Rosjan kwestia zaledwie pięciu dni. 22 września spotkali się w Brześciu nad Bugiem przedstawiciele dwóch wrogich nam armii i z tej okazji odbyła się wspólna niemiecko-sowiecka defilada „zwycięzców”, odebrali ją hitlerowski generał Heinz Guderian i sowiecki kombryg Siemion Kriwoszin. I niemal natychmiast po zajęciu polskich kresów, rozpoczęła się pacyfikacja ludności polskiej. Były w ciągu niespełna dwóch lat trzy wielkie zsyłki Polaków w głąb Rosji sowieckiej - a tam katorżnicza praca, głód, poniewierka. Tylko nieliczni powrócili po wielu latach do ojczystego kraju.

Trudne i bohaterskie jednocześnie czasy. Trzeba nam o nich pamiętać...

Zbigniew Ringer