KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Piątek, 22 października, 2021   I   04:24:20 PM EST   I   Haliszki, Lody, Przybysłšwa
  1. Home
  2. >
  3. Not Used_ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE

Potrzeba samotności - 16 Niedziela Zwykła, 07.23.2006

23 lipca, 2006

Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko; co zdziałali i czego nauczali. A on rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu, bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli, więc łodzią na miejsce pustynne osobno”. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać. Mk 6, 30-34

Do psychologa przychodzi znerwicowany pacjent. Psycholog pyta o powody takiego stanu. Pacjent wymienia długą listę gnębiących go problemów. Martwi się o swoją przyszłość sądzi, że nie jest dostatecznie zabezpieczony materialnie. Obecne jego mieszkanie wymaga remontu, nie jest pewien czy poradzi sobie z tym.

Sąsiedzi wymienili stary samochód na nowy; nie wypada, aby on jeździł starym gruchotem. Zamartwia się o dzieci; mają one wiele problemów i też trzeba ich wesprzeć. Pracuje od świtu do nocy, ale i tak jest to za mało, aby pokryć wszystkie wydatki.  Psycholog cierpliwie wysłuchał długiego monologu i wypisał receptę; raz dziennie dwugodzinny spacer na cmentarzu. Pacjent był absolutnie zaskoczony. Zapewne z psychologiem jest coś nie w porządku. Zdenerwowany wyskoczył z gabinetu. W drodze powrotnej uspokoił się i zastanowił się nad tą poradą. Przechodząc obok cmentarza skorzystał z niej i zaczął spacerować alejkami cmentarnymi. Lekko się odprężył. Czytając napisy nagrobne odnalazł nazwiska swoich znajomych. Przypomniał sobie, że oni podobnie jak on byli zabiegani, niespokojni i to było powodem przedwczesnej „zmiany miejsca zamieszkania”. Po pierwszym spacerze pacjent trochę inaczej zaczął patrzeć na życie. Odżyły także myśli o Bogu, wierze, wieczności. Po nie długim czasie można było dostrzec skutek kuracji. Sfrustrowany mężczyzna stał się spokojniejszy, nie zamartwiał się niepotrzebnie o przyszłość, potrafił cieszyć się dniem dzisiejszym. Zaduma na cmentarzu, zetknięcie z tajemnicą śmierci pomogła mu pełnie odkryć Boga i mądrość życia.    

Chrystus posyła apostołów do pracy misyjnej. Idą do ludzi, od świtu do nocy ocierają się o ich problemy. Są zmęczeni. Zapewne ten ludzki zamęt, zapędzenie sprawiły, że nauka Chrystusa, którą głosili, jak i wewnętrzna moc nauczania apostolskiego traciły na klarowności. Dlatego Chrystus posyła ich na miejsce pustynne, osobno. Aby z dala od światowego zgiełku odkrywali bliskość Boga i napełniali się energią, jaką ona niesie. Momenty przebywania tylko z Bogiem są konieczne, aby człowiek napełnił się bożą jasnością oraz mądrością i mógł je nieść skutecznie bliźniemu.     

Spotykamy nieraz wielkich „aktywistów”, którzy są w ciągłym ruchu i mają tysiące spraw do załatwienia. Jednej chwili nie są w stanie spokojnie usiedzieć. Pozostanie samym ze sobą jest dla nich nie do zniesienia. Nie mają sobie nic do powiedzenia. Nie mają także nic do powiedzenia Bogu. Gdy nie ma nic do roboty to wtedy z determinacją narkomana włączają telewizor. Realizują się tylko w aktywności zewnętrznej. Istnieją tylko w tym, co robią. Nie mają czasu zastanowić się nad sensem tego zabiegania. W konsekwencji może to zrodzić pustą samotność, która bardzo boli.

Pewnego razu Matka Teresa z Kalkuty odwiedziła w Szwecji dom spokojnej starości. W pierwszej chwili była mile zaskoczona. Starsi mieszkańcy tego domu byli zadbani, mieli zapewnioną opiekę lekarską, mieszkali w lśniących czystością pokojach, mieli wielkie możliwości przyjemnego spędzenia czasu. Ten dom zdawał się spełniać wszelkie warunki, aby stać się domem szczęśliwej i radosnej starości. Jednak, co później zauważyła Matka Teresa, na twarzach tych ludzi nie było uśmiechu. Prawie wszyscy tępym wzrokiem patrzyli w drzwi. Pielęgniarka wyjaśniła to zachowanie. Czekali oni odwiedzin bliskich. A takie odwiedziny zdarzały się niezmiernie rzadko. Ich dzieci były tak samo zabiegane, jak oni, zanim znaleźli się w domu spokojnej starości. Nie mieli czasu na samotność w obliczu Boga, gdzie człowiek odkrywa wieczność i miłość, w której nie ma miejsca na bolesną samotność.

Ks. Ryszard Koper