KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Piątek, 22 października, 2021   I   03:19:45 PM EST   I   Haliszki, Lody, Przybysłšwa
  1. Home
  2. >
  3. Not Used_ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE

Zawiść jak trucizna - 14 Niedziela Zwykła, 07.09.2006

09 lipca, 2006

Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd to u Niego? I co za mądrość, która jest mu dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce. Czy nie jest to cieśla syn Maryi?, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją także u nas Jego siostry? I powątpiewali o nim. A Jezus Mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. Mk 6, 1-4

Starożytni Grecy cenili piękno ludzkiego ciała i dbali o jego sprawność fizyczną. To oni dali początek igrzyskom olimpijskim. Olimpijscy zwycięzcy byli czczeni jak bohaterowie. Na publicznych placach stawiano im posągi. Te posągi były często solą w oku zawistnych współzawodników. Jeden z nich pod osłoną nocy postanowił zniszczyć posąg zwycięzcy, z którym stawał w zawody i przegrał. Z wielkim trudem przesunął posąg, który straciwszy równowagę upadł na ziemię, przygniatając nieszczęsnego zazdrośnika. Zabiła go zawiść i zazdrość, którą wypielęgnował w swoim sercu, a później wprowadził w czyn.                                   

Marian przyjechał z Polski kilka lat temu do Stanów Zjednoczonych. Jest człowiekiem obrotnym i mądrym, pełnym inicjatywy. Po przyjeździe spotkał swego ziomka Janusza. Uczcili bardzo wesoło spotkanie. Janusz w pierwszych dniach pomagał Marianowi w stawianiu pierwszych kroków na nowej ziemi. Marian bardzo szybko odnalazł się w nowym środowisku, wkrótce założył własną firmę, która świetnie prosperowała. I to było powodem końca przyjaźni. Janusz nie może się pogodzić, że jego kolega tak szybko stanął na nogi, zżera go zazdrość. Próbował nawet szkodzić Marianowi, ale bezskutecznie. Przygniata go zawiść, która jak trucizna zabija przyjaźń i zabiera wewnętrzny pokój.                            

Chrystus przyszedł do swojego rodzinnego miasta Nazaret, i zwyczajem żydowskim udał się w szabat do świątyni, gdzie po przeczytaniu fragmentu Pisma świętego zaczął nauczać. Wszyscy byli zaskoczeni Jego mądrością i czynami, o których tak wiele słyszeli. Ale nie byli skłonni do zaakceptowania ani Jezusa, ani jego nauki. Dlaczego tak się stało? Wiele powodów może się składać na taką postawę współziomków Chrystusa. Zapewne jednym z nich była zazdrość i zawiść. Czy On jest lepszy od nas? Tu żyją jego bracia, siostry i jego Matka. On jest jednym z nas, a wiec, dlaczego się wywyższa. Zazdrość i zawiść nie pozwoliły im przyjąć Chrystusa. Postawa mieszkańców Nazaretu sprawiała, że Chrystus nie uczynił żadnego cudu w rodzinnym mieście. Z powodu zawiści ominęła ich łaska zbawiającego Boga.                            

Niechętnie przyznajemy się uczuć zazdrości i zawiści. To dobrze świadczy o nas, bo nie jesteśmy do końca zepsuci. Uznajemy, że zazdrość i zawiść są czymś złym. Trzeba się tego wstydzić. Jednak jak każde zło, zazdrość i zawiść, działają podstępnie, aby je zdemaskować warto zadać sobie kilka pytań: Czy potrafię cieszyć się z sukcesu bliźniego? Czy dostrzegam dobro w bliźnim? Czy jestem w stanie je pochwalić? Czy krytyczne nastawienie do bliźniego dominuje w mojej postawie? Czy nie cieszę się, gdy bliźniego spotka nieszczęście? Czy nie szukam „dziury w całym”, gdy słyszę o sukcesie bliźniego? Czy nie zmieniam rozmowy, gdy zaczyna schodzić na temat sukcesu bliźniego? Można mnożyć takie i tym podobne pytania. Zaś szczera odpowiedź na nie będzie zarazem odpowiedzią na ile zdołałem opanować w sobie uczucie zazdrości i zawiści. Zawiść i zazdrość nie tylko burzą wewnętrzny pokój i wprowadzają rozłam miedzy ludźmi, ale także, co jest najbardziej groźne, mogą doprowadzić do rozminięcia się ze zbawiającym Bogiem.

Ks. Ryszard Koper